Jak żartem z „Kacnelarii” odmienić rynek usług prawnych w Polsce

Scroll this

No dobra, musimy się Wam do czegoś przyznać. Jakieś 10 miesięcy temu nasz znajomy szukał do swojej kancelarii asystentek, ale oferował tak głodowe stawki, że aż stało się to w naszym otoczeniu przedmiotem żartów (głównie ze zdesperowanych studenciaków, którzy walili drzwiami i oknami).

Machnęliśmy dla żartu:

coś takiego

Sucharek, dosłownie 3 minuty roboty, akurat nam się kserokopiarki pozacinały w naszej dużej, międzynarodowej korporacji. Mieliśmy mu to wysłać zaraz potem, że niby ma konkurencję i może jeszcze trochę spuści z tonu, bo przepłaca, ale coś odciągnęło naszą uwagę (prawdopodobnie Bar Warszawa i burgery, możliwe że jakaś Liga Mistrzów). W międzyczasie jeszcze się okazało, że za publikację trzeba płacić dychę, ale że już się namęczyliśmy, napisaliśmy, trudno – niech się ten ambitny serwis, gdzie ludzie sprzedają nawet używaną bieliznę, wzbogaci. W każdym razie poszliśmy w tango zupełnie o sprawie zapominając.

To co się wydarzyło potem to – wiecie – to był taki amerykański sen internetowego trolla

Nigdy by nam nie przyszło do głowy, że ktoś normalny poświęci więcej niż 10 sekund ogłoszeniu, w którym słowo kancelaria jest pięciokrotnie pisane w sposób „kacnelaria”. Nie doceniliśmy jednak branży prawnej, która niestety coraz częściej inteligencję ma zawartą tylko w nazwie.

Już następnego dnia na naszym Facebooku toczyły się przynajmniej trzy wojenki związane z powyższym ogłoszeniem. Ktoś tam nieśmiało zwracał uwagę, że to chyba żart, ale natychmiast został zabuczany przez zwolenników wolnego rynku, którzy z kolei musieli znosić wywody o upadku standardów palestry perorowane przez Jana Henryka III Domańskiego Zakrzewskiego Palinkę.

Ogłoszenie trafiło na bloga jakiegoś sędziego, przez trzy dni na fanpage’ach Gazety Prawnej i Rzepy rozmawiano w zasadzie tylko o tym, że prawników jest za dużo i niedługo będą klepać biedę, a już teraz nic tylko dopłacają do swojej pracy. Studenci pierwszego roku prawa na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego zbierali się nawet na pozew zbiorowy i słali listy do Państwowej Inspekcji Pracy. Ktoś dociekliwy zrobił nawet listę czterech kancelarii, które działają w Stanach Zjednoczonych, Turcji, Polsce i – oczywiście – United Kingdom.

W listach odgrażano się, że o praktykach naszej kacnelarii opowie program Interwencja w Polsacie i pouczano o istocie stosunku pracy, najdłuższy e-mail miał 11 stron, odwoływał się do 3 komentarzy do ustawy i europejskich dyrektyw, a kilka osób – i to chyba najbardziej przerażające – wyraziło nawet umiarkowane zainteresowanie ogłoszeniem (choć może to byli wyrafinowani zawodnicy i trollowali trolla).

kacne

Kilka dni później mieliśmy spotkanie z szefem jednego z dużych funduszy inwestycyjnych, pamiętamy jak dziś, bo jak się dowiedział, że jesteśmy prawnikami to pół godziny płakał nam w ramię, że znalazł w necie coś takiego, on chciał wysłać syna na prawo, a teraz to chyba odda go na przyuczenie do szewca, bo ta cała branża startupowa to też jedna wielka ściema.

Sprawa niby ucichła, ale i tak wciąż, średnio co kilka tygodni, trafiamy na jakieś grupy prawników lub studentów rozsyłających sobie to nieszczęsne ogłoszenie. Niedawno byliśmy świadkami dyskusji bardzo dumnego z siebie studenta prawa, który podłapał darmowe praktyki i podpierał się kazusem Kacnelarii argumentując ile warte jest doświadczenie zawodowe, że inni mają jeszcze gorzej i tak w gruncie rzeczy to złapał Pana Boga za nogi. Ogólnie jednak podcięliśmy tym ogłoszeniem kilka skrzydeł. Podobno w tym roku rekordowo mało osób było zainteresowanych zdawaniem na aplikacje – nie ma za co.

Katecheza #569: Najlepiej wydana dycha w historii internetu!

4 Comments

  1. Zrobiliście mi dzień. Nawet nie zauważyłam tej kacnelarii, ale i na to naukowcy znaleźli wytłumaczenie 😉

  2. Prawda jest taka, że środowiskiem prawniczym można co raz bardziej manipulować na różne sposoby 😉 Uczelnie kształcą jedynie rzemieślników zawodu a zdesperowani studenci podejmą praktykę gdziekolwiek i u kogokolwiek. Rzeczywistość taka smutna…

Submit a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: