Jak przeżyć czekając pod salą na egzamin?

Scroll this

Musicie wiedzieć, że choć inteligencji mogłoby pozazdrościć nam wielu naszych najznamienitszych profesorów prawa, do stypendium naukowego nieraz bliżej niż nam było niektórym górnikom* ze ślunska, którzy w życiu nie podkopali się nawet na kilometr pod jakiegokolwiek Uniwersytet. Niestety, takie są fakty, nie mamy czasu ślęczeć nad książkami, a co za tym idzie – egzaminy są jednym z najmniej lubianych przez nas elementów studiowania. 

Kiedy byliśmy na drugim roku studiów zhackowaliśmy USOS-a (tak, tak, to my), dzięki czemu sypał jak z rękawa najlepszymi egzaminatorami, którzy stawiali piękne, prężne trójeczki już za sam fakt przydreptania na egzamin (co nie było wcale łatwe, ponieważ ktoś wymyślił, że egzaminy zaczynać się będą o 9 rano). Kiedy byliśmy na trzecim roku studiów zhackowaliśmy panie z dziekanatu, dzięki czemu na stosowne egzaminy zapisywano nas na 2 miesiące przed terminem, a w dniu rejestracji śmiejąc się z zestresowanych studenciaków odbijaliśmy browara od browara w takt hymnu Ligi Mistrzów.

Nie chodzi o to, że egzaminami panicznie się przejmujemy. Niestety, jest wręcz przeciwnie. Kuba twierdzi, a patrząc w jego indeks wszyscy wierzą w te słowa, że na żaden egzamin nie zdążył opanować więcej niż 1/3 niezbędnego materiału. Kazik, nawet jeśli na jakiś się uczył, to przeważnie robił to będąc tak naprutym, że rano nie chciał uwierzyć w relacje świadków i amatorskie filmiki kręcone telefonem komórkowym. Rozumiecie zatem jakie męczarnie za każdym razem towarzyszą naszym egzaminom, kiedy po nieprzespanej nocy, czasem jeszcze pijani, znajdujemy się w strategicznie krytycznym miejscu. Długim, ciemnym korytarzu, w którym studenciaki czekają na wywołanie przez egzaminatora. Znacie to.

A mniej więcej tak wyglądają studenciaki przed salą kiedy egzaminator dociera na egzamin i rozpoczyna się konkurs na to, kto najgłośniej powie „dzień dobry”

Pierwszym aktem dramatu jest tak zwana „lista”. Jebane karaluchy pomieszkujące w BUWie  mniej więcej koło godziny czwartej rano rozkładają pod salą śpiwór i mistyczną listę tak, żeby wejść w „pierwszej trójce”. Szybko przyłączają się do nich mieszkańcy akademików, którzy po prostu kochają takie akcje, na egzamin przynoszą zawsze ze sobą jakiegoś kotleta, żeby pokazać, że się powodzi, którego zresztą zajebali Małgośće z trzeciego piętra, o czym opowiadają na niemal każdym kroku niezainteresowanym obcym ludziom. O listę jest dużo szumu, możesz tam zacząć kurwa rodzić na tym korytarzu, a i tak nie wpuszczą cię poza kolejką.

Na studiach jest tak, że trzymasz się z jakąś większą paczką znajomych. Pod salą na egzaminie spotykasz te pozostałe 90% Wydziału i naprawdę, ale to naprawdę szybko zaczynasz sobie zadawać pytanie „Z KIM JA STUDIUJĘ?!”. Wygląda to mniej więcej tak:

– Jest cała grupka wąsatych Januszy, którzy mają dziwny głos i opowiadają sobie zupełnie nieśmieszne żarty. Po egzaminie ustawieni są na sesję Magic The Gathering.

– Jest jakiś koleś z kijem w dupie, który patrzy na wszystkich z przerażającą wzniosłością, co 5 minut rzucając w tłum, że nazywa się Jan Henryk III Domański Zakrzewski Palinka i tak jak jego prapradziad, tak i on planuje zostać adwokatem.

– Jeśli egzamin jest u faceta, to trafią się przynajmniej dwie rozpaczliwe dziunie w sukienkach tak krótkich, że gdyby miały być one jeszcze krótsze, panie musiałyby zacząć podwijać sobie bluzeczki. Niestety – przypomnijmy – akcja dramatu rozgrywa się na Wydziale Prawa i Administracji. Jak sądzicie – czy miałoby to w ogóle jakieś znaczenie, gdyby Godzilla przywdziała nagle miniówkę?

Dla oczyszczenia estetyki cycki, których się tak dopraszacie. Ponieważ okazuje się, że mogą nas czytać też dzieci, od dziś u nas tylko pełnoletnie porno z lat 90′

– Jest cała grupa osób, które zbiorczo określamy mianem „sensacje XX wieku”, czyli niekończące się historie o ćwiczeniach, wydziałowe ploteczki, wspomnienia z egzaminu z logiki. „O mój boshe, ja ćwiczenia z prawa karnego miałem z panem XXXX i on zawsze potrafił tak ładnie wytłumaczyć, aż się chciało notować” (FACET NIE SPRAWDZAŁ LISTY!!!)

– Czasem trafi się jakiś ziomek, prawdziwy król melanżu, który w kolejce ze trzy razy przyśnie na krześle, a do sali egzaminacyjnej muszą go wprowadzać koledzy. Ten podpunkt zawarliśmy głównie po to, żeby pokazać jak bardzo autoironiczni są niektórzy z redaktorów Jak Żyć.

– NIKT NIE UMIE

– Gdyby zrobić jakąś sondę na studentach tuż przed egzaminem, to okazałoby się, że studiują tu same nieuki i idioci.  Najbardziej irytujące są te lafiryndy pod salą, „nie martw się, ja też nic nie umiem„, po czym wyliczają 28 sposobów dokonywania odpisów amortyzacyjnych

– Pozbawione elementarnej ludzkiej godności jamochłony, które opowiadają wszystkim o przebytych w ciągu ostatnich tygodni chorobach i klęskach żywiołowych, ćwiczące zresztą to przemówienie przed ostateczną ckliwą mową tuż przed popiersiem egzaminatora

– Dwie totalnie tępe sraki, które za tydzień jadą na Erasmusa do Italii i nauczyły się właśnie recytować na pamięć cały kodeks postępowania cywilnego, ale zawieszają się kiedy pojawia się konieczność wymienienia artykułów nie po kolei (co jest ulubioną zabawą kumatych egzaminatorów i naszą przy okazji)

Oczywiście z atmosferą przed egzaminami wiążą się też liczne, fajne zabawy. Uwielbiamy, po prostu kochamy, opowiadać historie o tym, że „a wczoraj podobno uwalił 8 osób”, „przecież lista ma 250 pytań, chyba zgubiłaś drugą kartkę” czy „naprawdę przychodzisz na egzamin z prawa cywilnego bez znajomości procedury?”. Tyle lat to robimy, nawet na cudzych egzaminach i dalej nam się nie znudziło.

Człowieki Skurwiele

Katecheza #77: NIC NIE UMIEMY!!!

*Pragniemy nadmienić, że nie mamy niczego przeciwko pracownikom fizycznym, społeczeństwo gardzące takimi ludźmi jest chore i daleko nie zajedzie. My po prostu nie lubimy ślunzaków…

5 Comments

  1. A fakt, dzień przed egzaminem z admina spotkałam jakieś osoby, z którymi podobno studiuję, spytałam się profilaktycznie w jakiej ustawie mam szukać jakiś dziwnych pozwoleń i innych bzdurek, i szczerze powiem – nikt nigdy przedtem tak mnie wzrokiem nie zmroził! dostałam reprymendę od nowych przyjaciółek, że powinnam się zastanowić, czy chcę zdawać dnia następnego. „Koleżanki” nie zdały, ja wyszłam z piątką (pierwszą w mojej karierze akademickiej, ale jednak!:D). I po co się stresować, jak nie trzeba. Dziś wypiję za was piwo(nieokreśloną ilość) chłopaki. Na zdravie!

  2. „Mówię ci na pierwszym terminie napisałam słowo w słowo jak było w kodeksie i nie zaliczyłam, no serio!!!”

Submit a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: