Jak urządzić najlepszą domówkę

Scroll this

„A teraz panie władzo proszę opierdolić mi pałę” wciąż nie jest najgorszym możliwym tekstem, jakim można przywitać patrol policji interweniujący w czasie twojej domówki. Niezmiennie od lat, niezależnie od miasta, dzielnicy, jurysdykcji i płci wypowiadającego te słowa, prym w tej materii wiedzie „Spokojnie. MY studiujemy PRAWO”.

W klubie ostatnio byliśmy zdaje się na VIVA Najpiękniejsi, a barów z wódką po cztery złote staramy się unikać jak ognia, jako że wizyta w którymkolwiek z nich notorycznie pozbawia nas pieniędzy, telefonów, portfeli, godności, a ostatnio powoli też niezbędnych części ciała (spokojnie dziewczyny, chodzi o nogę i to tylko tymczasowo).

Szczególnie upodobaliśmy sobie domówki, gdzie zawsze jest bezpiecznie, można sobie kulturalnie przysnąć w wannie lub przewieszonym przez balustradę balkonu, a troskliwi koledzy przez sen będą w ciebie wlewać kolejne kolejki, żeby upewnić się, że „nic cię nie ominie”. Ideę domówek dopracowaliśmy niemalże do perfekcji, każdy before jest dla nas od razu afterem, czerpcie z naszej jaskini mądrości.

Domówka u Witka – 600 zł mandatu na głowę, za wszystkie pozostałe zniszczenia Witek zapłaci kartą MasterCard

Organizowaliśmy już domówki i dla 20 i dla 70 osób, o imprezach na pięciu chłopa nie wspominamy, bo to nie imprezowanie, to już szara codzienność. Każda domówka ma to do siebie, że na początku jest cała masa bliższych lub dalszych znajomych i dziewczyn, przy których trzeba się jakoś zachowywać, latać przynajmniej względnie ubranym i nie wykrzykiwać na cały regulator „A teraz dzwonimy po dziwki!”.

Koniec końców – jak zawsze – pozostaną tylko najwytrwalsi. Część gości sobie pójdzie, część zalegnie w co bardziej strategicznych (czyli, że nic nie może im spaść na głowę) kątach mieszkania. W tym momencie rozpoczyna się domówka właściwa: każdy ma gdzie siedzieć (nie każdy ma już na to ochotę i możliwości), a specjalnie oddelegowany oddział kursuje na linii mieszkanie-sklep nocny-mieszkanie-sklep nocny-kebab-sklep nocny-mieszkanie. Zaczynają się rozmowy o tym co w życiu ważne, ktoś udowadnia, że ziemia jest płaska, a Zdzisław Kręcina przypomina sobie, że za dwie godziny odlatuje jego samolot, ale wszystko to to już materiał na osobną notkę.

Jak to swego czasu ujął Bej – imprezy na Bagnie utrzymane były w duchu ekologii, goście szybko się rozkładali

Błędne jest założenie, że domówka powinna zaczynać się 19-20, jedynym sensownym powodem do takiego startu imprezy jest fakt, że poprzednia domówka skończyła się o 18.00. W przeciwnym wypadku gości należy zapraszać na 14.00. Ma to liczne korzyści, oszczędzasz na obiedzie co podreperuje twój studencki budżet, a lada moment w szerszym gronie spożyjesz jeszcze niejeden kieliszek ciepłej, pożywnej zupy. Na dodatek nie ma też tej niezręcznej presji wynikającej z umownej ciszy nocnej.

Nie należy udawać się na domówki organizowane przez osoby mieszkające z własnymi rodzicami, przez pierwsze pół imprezy każda kolejka witana jest toastem „o rany, rany, rodzice mnie zabiją”, a przez drugie pół nie ma kto polewać, bo gospodarz zajęty jest zmywaniem z podłogi, dywanu i żyrandola (pozdrowienia dla szczególnie w tej materii utalentowanych) czyichś rzygów.

Jednym z powszechnych elementów polskich domówek, szczególnie w studenckich mieszkaniach, jest stara wersalka, na której spłodzono na oko co najmniej trzy pokolenia oraz wielka meblościanka, która z pewną dozą nieśmiałości wprasza się na wszystkie wykonane tamtego dnia zdjęcia. Co do zasady na domówkach nie pojawia się jedzenie, wyjątkiem są tak zwane wigilijne śledziki, co ma swój urok do czasu, aż jakiś pierdolony kutas nie krzyknie „bitwa na żarcie”.

A tak domówkę relacjonujemy właścicielowi, kiedy dzwoni dowiedzieć się „co tam się wczoraj działo?”

Niestety, ale nieodłącznym elementem każdej domówki jest wizyta przedstawicieli służb, często także w otoczeniu sąsiadów, którzy nie mogą się chyba do końca pogodzić z faktem, że mają z szołbiznesem przez ścianę. Jest to szczególnie urocze kiedy jest to mniej więcej pięćdziesiąta interwencja w danym roku, zaczynają się schodzić sąsiedzi z dziesięciu pięter w dół i w górę, matki z dziećmi na rękach, emeryci, ludzie na wózkach. Zdarzało się, że policja sugerowała rozmowę z właścicielem następnego dnia. Nie brakowało rozbrajająco szczerych i prawdziwych ripost „Ale właściciel jest zawsze pijany!”.

Katecheza #291: [EPILOG] „Jak to dodatkowe 10 000 ponad kaucje?! Panie, MY studiujemy PRAWO!

18 Comments

  1. zastanawiające, że po tekście „MY studiujemy PRAWO” mandaty są wyższe…
    domówka, temat na czasie, trzeba przecież oblać zdane egzaminy:))

  2. Na tyle, na ile dali nam się poznać autorzy bloga, zdany egzamin jest dla nich tak samo dobrym powodem do oblewania, co np. wtorek

  3. ten blog to jest kurwa masakryczna apokalipsa po prostu, miesiąc milczenia po czym coś takiego

    jeszcze nie skończyłem szacować strat po wczoraj, wchodzę na fejsa, a tu takie epickie pierdolnięcie

  4. A najgorsze jest to że na domówkę zawsze przychodzi jakaś głupia cipa z aparatem fotograficznym robiąca zdjęcia ludziom którzy nie chcą/nie mogą/nie powinni być utrwalani w jakikolwiek sposób i wstawiająca te zdjęcia na jebanego fejsbuka żeby się dowartościować lajkami. Głupia cipo, zapewniam, więcej lajków dostaniesz za zdjęcie swoich cycków. Dziękuję, dobranoc.

  5. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). Ja wiele w swoim długim życiu imprez przeżyłem. Ale najbardziej w pamięci zapadły mi trzy. Pierwsza – ze wczesnej młodosci, kiedy moje picie zaczynało się od stakanczika wodki (pa katrom ja nie zakusywaju), wtorowo stakanczika wodki (pa kotorom ja nje zakusywaju), trjetjewo stakanczika wodki(pa kotorom ja nje zakusywaju) i czjetwjortowo stakanczika wodki – wprowadzone w 1o minut po których to ja zjeżdżałem pod stół. Ale mój kuzyn podarował mi pewnego razu drugie życie i w wannie w swojej willi gdzie: martwego przywrócił mnie do życia cudem / gdy pod jego opiekę oddany / martwą podniosłem powiekę* – polewajac na przemian zimną i gorącą wodą, tak, że po odświeżeniu mogłem dotańcować do końca imprezy.
    Druga była później po pierwszym roku, kiedy to w czasie praktyk letnich moi koledzy z roku zdemolowali pół czwartego pietra „Nawojki”, do której ja donosiłem wódkę jak ninja po piorunochronie na trzecie piętro – bo tam było okienko w kiblu bez krat.
    Ja niestety jak zwykle poległem w pierwszym ze demolowanych pokojów – przysypany gruba warstwą drobno potłuczonego szkłą z okna nade mną.
    I wreszcie trzecia impreza – która odbyła sie całkiem niedawno w trakcie afterparty po premierze sztuki „Lekarz mimo woli” (Moliera – przpominam niekumatym). Piłem z aktorami (prywatnie dobrymi znajomymi z teatru MIST), ale niestety odebrało mi władzę w nogach, więc jeden z nich wział mnie po prostu pod pachę, przywiózł pod DPS, wskoczł przez bramę, znalazł portiera, otworzył bramkę, wniósł mnie do pokoju i ułożył na dywanie w pozycji embrionalnej. Z tym, że tą ostanią imprezę doskonale pamiętam. Cóż z wiekiem się chyba nabywa silniejszej głowy.
    Pozdrawiam (wszystkie ofiary alkoholu) Mirek

    * – wolny cytat z Inwokacji do „Pana Tadeusza” by Adam Mickiewicz

  6. ha! te opisy coś mi przypominają, ale mam jedynie przebłyski. Swoją drogą, brakuje mi tutaj więcej komentarzy niekumatych ludzi nierozumiejących ironii, najlepiej wielkich postaci z pierwszego roku prawa z Koźmińskiego. Pozdrawiam z Torunia

  7. tekst do niebieskich Panów „Spokojnie. MY studiujemy PRAWO” to już przeżytek, jakiś czas temu wyszedł na świat nowy „Koledzy!!! właśnie złożyłem papiery do Policji, może to oblejemy” 🙂

Submit a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: